| Alex |
Po tej krótkiej konfrontacji, której nie poprowadziłam na bardzo wysokim poziomie, właściwie, nie zaprezentowałam żadnego poziomu, odwróciłam się z zamiarem opuszczenia tego miejsca i przemyślenia wszystkiego powoli. Jednak usłyszałam krzyk, który zmusił mnie do zatrzymania się.
Nawet jeśli chciałabym się w tamtym momencie ruszyć, nie potrafiłam. Każda komórka mojego ciała buntowała się, a moje ciało ogarnęło jakieś dziwne uczucie... przynależności do jakiegoś miejsca. Jakbym była właśnie tam, gdzie powinnam. Jakbym była... w domu?
Im szybciej odrzucę tę myśl, tym lepiej.
Jednakże, poddałam się swoim uczuciom, po raz pierwszy od wielu, wielu lat zdecydowałam się ich posłuchać. Powoli obróciłam się w stronę dziewczyny, by zobaczyć ją zwijającą się z bólu, po czym mdlejącą. Chciałam do niej podejść, złapać ją za ramię, ale po moim kręgosłupie przeszedł dreszcz, a świat zrobił się coraz ciemniejszy.
~*~
Płacz. Ciemność. Burza. Strach. Dziecko. Znowu strach. Światło?
~*~
Nie wiedziałam gdzie jestem, nie widziałam nic, nie słyszałam nawet najcichszych dźwięków, nie...
Gwałtownie usiadłam na łóżku, rozglądając się po, jak się okazało, skrzydle szpitalnym. Na posłaniu obok leżała Krukonka, dalej nieprzytomna, a przy wyjściu stał Chris i drugi Krukon, rozmawiając na jakiś, najwyraźniej, ciekawy temat. Gdy Puchon spojrzał w stronę pacjentów, przerwał dyskusję i podszedł do mnie, zaniepokojony, a jego nowy kolega za nim podążył.
- Jak się czujesz? - spytał, siadając na krześle obok. Zmierzyłam go wzrokiem i machnęłam ręką.
- Nie zadawaj takich pytań - rzuciłam, obracając się. Wstałam i zamierzałam ruszyć do wyjścia, ale wszystko zrobiłam za szybko, zakręciło mi się w głowie i od razu znalazłam się na podłodze. Ała, moje dłonie i kolana.
Mimo że moi koledzy wyglądali, jakby chcieli pomóc, rzuciłam im przeszywające spojrzenie, przez które zatrzymali się w miejscu.
Nie potrzebuję pomocy. Nigdy jej nie potrzebowałam.
Tym razem powoli, bardzo powoli, wstałam i zajęłam swoje miejsce na łóżku.
- Ile byłam nieprzytomna?
- Kilka godzin - usłyszałam odpowiedź Chrisa. Kiwnęłam głową, podejmując kolejną próbę opuszczenia skrzydła szpitalnego.
- Chyba powinnaś zostać, nie jesteś jeszcze w stanie by... - usłyszałam głos drugiego chłopaka. Nawet się nie obróciłam.
- Nie mów mi co mam robić - powiedziałam zanim zamknęłam za sobą drzwi.
~*~
Burza. Pioruny. Chłód, przeszywający każdą moją część ciała. Wielkie, słone łzy, spływające po moich policzkach, mieszające się z deszczem i gradem. Ulica, przerażająca ulica, pełna niebezpieczeństw.
Strach, strach, strach...
~*~
Nie mogę spać.
To nie jest pierwszy raz, gdy mam koszmary, których znaczenia nie znam. Jednak, nigdy nie były one aż tak wyraziste, jak tej nocy. Gdy się wybudziłam, poczułam mokre smugi na moich policzkach.
Płakałam nie tylko we śnie.
Przez następne kilka godzin wędrowałam samotnie po korytarzach Hogwartu. Nie próbowałam już znowu zasypiać, dobrze wiedziałam, że koszmary mnie nie opuszczą.
Minęłam kilka razy Eddiego, ale moje spojrzenie i opuchnięte od wcześniejszego płaczu oczy łatwo go odstraszyły.
Słońce już wstawało, gdy siedziałam na dziedzińcu, oparta o mur. Ponieważ była jesień, robiło się już zdecydowanie chłodno, więc mojego ciała nie opuszczały dreszcze.
Eddie podszedł do mnie, trzymając w jednej ręce koszyk, a w drugiej koc. Usiadł obok mnie, przykrył nas i uśmiechnął się do mnie.
- Nie musiałeś - powiedziałam, ale wtuliłam się w miękką tkaninę. Nie chciałam, by ktokolwiek widział mnie w takim stanie, więc ukryłam pod nią głowę.
- Ależ nie zrobiłem tego dla ciebie. To mi było zimno - powiedział, wesołym tonem, sygnalizując, że żartuje. - Przyniosłem sobie też ciepłe bułki do jedzenia, ale przypadkiem wziąłem ich za dużo, więc... mogę się podzielić - dodał, ściągając materiał z mojej głowy i machając mi bułką przed twarzą. Westchnęłam, zabierając mu jedzenie z dłoni.
- Dlaczego ze mną siedzisz? Większość osób by już dawno uciekła od "przerażającej Ślizgonki" - spytałam, między kęsami bułki. Rzeczywiście była ciepła. I świeża. I cholernie dobra.
- Nie jestem większością - rzucił oburzony. - I nie mogę pozwolić, by moja nie-przyjaciółka była smutna, prawda? - zmierzwił moje włosy, śmiejąc się.
- No tak, nie możesz - przyznałam i zapadła cisza.
Coraz więcej było dni, gdy zamiast się kłócić, rozmawialiśmy, gdy zamiast krzyku pojawiał się śmiech, gdy zamiast nienawiści ujawniały się inne uczucia, których oboje jeszcze nie rozumieliśmy. Doprowadzenie do takiego stanu zajęło nam pięć lat ciągłych konfliktów. I chociaż dalej się kłóciliśmy i działaliśmy sobie na nerwy, nie było to już tak poważne i agresywne. Dawniej niezgoda kończyła się interwencjami nauczycieli, teraz zwyczajnym śmiechem i zapomnieniem o całej sprawie.
Nie przeszkadzała mi taka kolej rzeczy.
- O czym myślisz? - usłyszałam ciche pytanie. Spojrzałam na niego. Był wpatrzony w niebo, jego czerwone włosy mieniły się lekko.
- O starych czasach - odpowiedziałam, odwracając wzrok. Nagle poczułam się nieśmiało, co nie zdarzało się często.
- Żałujesz? - padły słowa po chwili ciszy. Moją odpowiedzią był cichy śmiech.
- Nie. To nam dużo dało, prawda? - spytałam, po czym zamknęłam oczy. Oparłam głowę o jego ramię, lekko przysypiając.
Trwaliśmy tak dość długo, w kompletnej ciszy. Dopiero gdy inni studenci zaczęli się pojawiać, ubrani w kurtki, odsunęliśmy się od siebie i rozeszliśmy się, bez pożegnania.
Cóż, niektóre rzeczy się nie zmieniają, prawda?
~*~
- Mówię ci, Chris, ja się nie mogłam ruszyć. Nigdy wcześniej się tak nie czułam! A potem miałam koszmary - westchnęłam, kładąc głowę na ławce w sali od transmutacji. - Nic nie rozumiem.
- Nie martw się, ja nie rozumiem jeszcze bardziej - odpowiedział mi, jak zwykle mnie pocieszając.
- I co ja mam teraz zrobić? - spojrzałam na niego, wzdychając. Nie lubiłam być w sytuacji, gdy nie wiedziałam jakie jest jej rozwiązanie,
- Może spróbuj pogadać z tą dziewczyną tak na poważnie? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Zrzuć tę imitację "groźnej Ślizgonki" i zwyczajnie z nią porozmawiaj - powiedział, wstając. Zajęcia miały się zaraz zacząć, a on miał eliksiry. - Zastanów się nad tym - dodał jeszcze i wyszedł.
Może to nie jest taki głupi pomysł?
Nie, wszystko co mówi Chris jest głupie. Poszukam innego rozwiązania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz