wtorek, 5 czerwca 2018

Rozdział 4


| Alex |

Kiedy podniosłam się po upadku, wyminęłam tylko dziewczynę, rzucając krótkie "uważaj jak chodzisz". Postanowiłam zapomnieć o całej sytuacji, w końcu to nie pierwszy raz jak wpadam na kogoś na korytarzu. Przy okazji to wydarzenie pozwoliło mi odciąć się od swoich myśli i poczułam się naprawdę zmęczona całym dniem. Dlatego udałam się do Pokoju Wspólnego Slytherinu.

Całe szczęście, była już na tyle późna godzina, że pomieszczenia opustoszały, dzięki temu mogłam niezauważalnie przemknąć się do swojego łóżka i zwyczajnie pójść spać.

***

Obudziłam się kilka godzin później, czując się jeszcze gorzej. Mimo że postanowiłam zapomnieć o tej dziewczynie, nie mogłam przestać o niej śnić, a raczej o jej oczach. Może powinnam posłuchać jej "poczekaj"? Może nie powinnam tak po prostu odchodzić? Nie wiem, nie jestem osobą, która podejmuje dobre decyzje.

Dlatego też, pomimo wczesnej godziny, faktu, że jest niedziela oraz tego, że każdy normalny człowiek w tym momencie spał, postanowiłam wstać. Ogarnęłam się i opuściłam dormitoria Slytherinu, by nie siedzieć bezczynnie zanim wszyscy się obudzą.

I oczywiście, pech chciał, że wpadłam na Prefekta Gryffindoru, Eddiego. Albo raczej Edwarda, ale niewiele osób o tym wiedziało. W końcu nienawidził tego imienia.

- No proszę, proszę - powiedziałam, zakładając ręce na piersi i patrząc na niego, z głową zadartą do góry. Nie moja wina, że nasza różnica wzrostu wynosiła około dwudziestu centymetrów. - Nie chciałam, byś był pierwszą osobą, którą widzę po przebudzeniu.

- Uwierz mi, nie jesteś jedyna - odpowiedział dwa lata starszy chłopak. - Ale skoro już się spotkaliśmy, może przejdziemy się razem? - spytał, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.

- Może nie - warknęłam i wyminęłam go szybko. Chciałam jak najszybciej zniknąć z zasięgu jego wzroku, jednak zostałam zatrzymana. Gryfon złapał mnie za ramię i obrócił. Zobaczyłam uśmiech i niebieskie oczy, patrzące na mnie wesoło.

- Oj chodź, nie daj się prosić. Później znowu będziemy udawać naszą rywalizację - mówiąc to złapał mnie za dłoń i zaczął gdzieś prowadzić. Niespecjalnie mu się opierałam.

To nie tak, że go nienawidziłam. Właściwie, nie jestem pewna jak mam określić naszą relację. W jednej chwili działamy sobie na nerwy i zaczynamy się kłócić bez powodu, głównie ja, w drugiej chcemy spędzać ze sobą czas. Tak było już od wielu lat. Poznaliśmy się dzięki naszej grupce znajomych, on spędzał trochę czasu z Evanderem, który był moim kolegą. Na którymś spotkaniu zostaliśmy sobie przedstawieni i od tamtego momentu prawie cały czas na siebie wpadamy. Czasami kończy się to pozytywnie, czasami nie.

Wyszliśmy z zamku i skierowaliśmy się w stronę boiska do Quiddicha. Wyjęliśmy miotły ze skrytki, a ja od razu wzniosłam się w powietrze. Widząc, że chłopak nie jest zbyt zadowolony z takiego obrotu sytuacji, wróciłam do niego.

- Co jest, boisz się? - spytałam, zdając sobie sprawę, że nigdy nie widziałam go w powietrzu. Na moje pytanie odwrócił wzrok, jakby z zażenowania. Wpatrywałam się w niego przez chwilę, po czym wybuchnęłam śmiechem.

- Nie śmiej się ze mnie! - krzyknął, a jego włosy zmieniły kolor na wściekły pomarańczowy. Czasami zapomniałam, że jest metamorfomagiem.

Rzeczą, którą najczęściej zmieniał w swoim wyglądzie był kolor włosów. Musiało to być bardzo wygodne, móc każdego dnia mieć inny kolor na swojej głowie bez wydawania pieniędzy na farby do włosów. Od tak, patrzysz w lustro i już wyglądasz inaczej.

Co prawda, nie robił tego często. Tak właściwe, widziałam go tylko w kolorze czarnym i aktualnie czerwonym. Tak, nie rudym, czerwonym.

Jego włosy przybrały poprzedni kolor, a on zawstydził się chyba jeszcze bardziej.

- Przepraszam - powiedziałam, gdy już się uspokoiłam. - Ale, skoro boisz się latać, to dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś? - spytałam, lądując.

- Bo... - zaczął, ale przerwał swoją wypowiedź. Ponownie odwrócił wzrok. - ...to lubisz? - dodał, po czym westchnął. - Nie wiem, zostaw mnie.

- Okej - powiedziałam, znowu wznosząc się w powietrze. - Dawaj! - krzyknęłam, mając gdzieś jego prośbę, by go zostawić. - Przynajmniej spróbuj! Dla mnie - dodałam, chociaż miałam nadzieję, że tego nie usłyszał. Chyba się myliłam.

Moje słowa najwyraźniej go zachęciły, bo usiadł na miotle i zaczął się powoli wznosić do góry. Tak spędziliśmy następną godzinę, powoli latając nad boiskiem. Mimo że wciąż odczuwał lekki strach i niepewnie siedział na miotle, nie przestawał latać i okazywał odwagę, znak rozpoznawczy jego domu. Nie bez powodu tam trafił.

Po godzinie wylądowaliśmy i schowaliśmy wszystko. Położyłam się na trawie, a on usiadł obok mnie. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale szybko zrezygnował. Zwyczajnie położył się obok i ponownie chciał złapać mnie za dłoń, ja jednak się odsunęłam.

- Hm? - usłyszałam zaskoczony pomruk.

- Zbyt dużo tej uczuciowości jak na nieprzyjaciół - zażartowałam, siadając. Uśmiechnęłam się do niego.

- Chyba masz rację - odpowiedział, wzdychając. Wtedy mój żołądek zaburczał. Oboje zaśmialiśmy się, po czym zdecydowaliśmy, że czas się rozejść. Wstałam, wytrzepałam spodnie z trawy i udałam się do Wielkiej Sali. W końcu śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, czyż nie?

Wchodząc do sali od razu zauważyłam Chrisa. Zignorowałam fakt, że powinnam siedzieć przy stole Ślizgonów i usiadłam koło swojego przyjaciela, nawet się nie witając. Nie chciałam mu opowiadać o spotkaniu z Eddiem, zamiast tego dowiedział się o dziewczynie, która miała ten sam kolor oczu co ja. Dałam mu względny opis jej wyglądu i od razu dowiedziałam się jak ma na imię i z którego domu pochodzi.

Szukałam więc Arii Reeve, Krukonki z piątego roku. Cóż, to nie będzie chyba aż tak trudne?

Chris oczywiście zaproponował swoją cudowną pomoc, którą oczywiście przyjęłam. Zjedliśmy razem śniadanie i rozpoczęliśmy poszukiwania, niczym podróżnicy, którzy wyruszają na długą wędrówkę.

Nasza wędrówka jednak nie była długa, gdyż po piętnastu minutach spaceru znaleźliśmy ją na dziedzińcu. Siedziała razem z innym chłopakiem i kilkoma dziewczynami, najwyraźniej rozmawiała i dobrze się bawiła. Wtedy dotarło do mnie, że właściwie nie wiem po co jej szukam. Co ja jej powiem?

- Nie wiem, może "hej, wczoraj na siebie wpadłyśmy"? - usłyszałam słowa Puchona.

- Powiedziałam to na głos? - spytałam, a on kiwnął głową. - No ale, po co miałabym jej szukać? "Hej, śniłaś mi się w nocy"? To jest już trochę straszne - zaśmiałam się, ale potem usiadłam na ziemi, chowając twarz w dłoniach. - To nie ma sensuu...

- Dobra, ja do niej podejdę - powiedział i, nawet nie czekając na moją odpowiedź, ruszył przed siebie.

- Chris, kurwa! - krzyknęłam, wstając, ale nie zdążyłam go zatrzymać. Postanowiłam tylko stać z daleka i patrzeć.

Nie mam pojęcia co jej powiedział, ale dziewczyna wstała, wraz z chłopakiem siedzącym obok niej i cała trójka zaczęła iść w moją stronę.

No i co ja teraz, do jasnej cholery, zrobię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz